Jedna godzina, dwa kontynenty, czyli Hiszpania (oraz uczniowie z ZST) w Afryce.
Jak wszyscy wiedzą, uczestnicy programu Erasmus+ nadal przebywają w Hiszpanii, gdzie na co dzień realizują praktyki zawodowe oraz uczestniczą w dodatkowych zajęciach. Mimo intensywnego harmonogramu nie brakuje jednak energii i chęci do odkrywania nowych miejsc – szczególnie w weekendy.

W ostatnią sobotę zrealizowano wyjątkową jednodniową wyprawę: poranny przejazd do Algeciras, a następnie rejs promem przez Cieśninę Gibraltarską do Ceuty – hiszpańskiego miasta położonego… w Afryce.
Choć sam rejs trwa około godziny, jest to jedna z najbardziej niezwykłych tras na świecie. W tym czasie następuje przejście z Europy do Afryki – bez zmiany kraju, ale ze zmianą kontynentu. Cieśnina Gibraltarska to wąski przesmyk (ok. 14 km), który łączy Morze Śródziemne z Oceanem Atlantyckim. To jedyna taka „brama” między tymi wodami, dlatego codziennie przepływają tędy setki statków z całego świata.
Już w starożytności miejsce to budziło ogromne emocje. Skała Gibraltarska i góra po stronie afrykańskiej były nazywane „Filarami Herkulesa” i uznawane za symboliczny koniec znanego świata. Dalej rozciągał się tylko nieznany ocean.
Dziś cieśnina nadal ma ogromne znaczenie – zarówno dla handlu, jak i polityki. To jedno z najważniejszych „wąskich gardeł” świata. Dla porównania: podobną rolę pełni cieśnina Ormuz na Bliskim Wschodzie, o której ostatnio często mówi się w kontekście ropy naftowej i cen paliw. Wystarczy wyobrazić sobie jej zablokowanie, by zrozumieć, jak ogromny wpływ takie miejsca mają na światową gospodarkę – od transportu towarów po ceny paliw i żywności.
Celem wyprawy była Ceuta – miejsce wyjątkowe. To część Hiszpanii i Unii Europejskiej, ale położona w Afryce i granicząca bezpośrednio z Marokiem. W jednym miejscu spotykają się tu różne kultury, religie i języki. To także jedna z najbardziej strzeżonych granic Europy oraz ważny punkt na mapie migracji.
Jednocześnie Ceuta pozostaje spokojnym, nadmorskim miastem z plażami i promenadą, które pod wieloma względami przypomina południe Hiszpanii.
Podczas samej przeprawy warunki pokazały jednak, że natura potrafi dodać tej trasie charakteru – wysokie fale i silne bujanie sprawiły, że część uczestników szybko zmieniła kolor na lekko zielony 😉 Można śmiało stwierdzić, że gdyby rejs trwał trochę dłużej, doświadczenie byłoby jeszcze… bardziej intensywne.
Wyjazd ten po raz kolejny pokazuje, że udział w programie Erasmus+ to nie tylko zdobywanie doświadczenia zawodowego, ale także rozwój kulturowy i poznawanie świata – szczególnie w tak wyjątkowym regionie, jak Sewilla i jej okolice.
A w najbliższą sobotę kolejna wyprawa. Tym razem nie będzie zmiany kontynentu, ale będzie zmiana kraju. Mowa oczywiście o Gibraltarze.
¡Saludos!
