Hiszpania na żywo…
Wtorek, 2:00 w nocy, estakada ZST. Ta pora i miejsce niektórym kojarzyć się może z rozbitym obozem przed wejściem do szkoły w oczekiwaniu na załapanie się na zaliczenie semestru z fizyki:-) Tym razem jednak było inaczej…

Dzięki programowi Erasmus+ nasi informatycy i mechatronicy właśnie rozpoczęli czterotygodniowe praktyki w Sewilli. Mieszkają u hiszpańskich rodzin, więc mają świetną okazję zobaczyć z bliska, jak wygląda codzienne życie w Hiszpanii – nie z przewodnika czy internetu, tylko naprawdę od środka. No i już po pierwszych dniach pojawiło się sporo momentów w stylu: „serio tak tu jest?”.
Niektóre rzeczy na początku wydają się naprawdę dziwne. Ale po chwili okazuje się, że to po prostu hiszpańska norma.
Jedzenie to pierwszy szok. Rano człowiek czeka na normalne śniadanie… a tu kawa i mały tost. I koniec. Pierwsza myśl: okej, to chyba tylko przystawka, zaraz będzie coś jeszcze. Nie będzie! To właśnie było śniadanie!!!:-) Dopiero później wszystko zaczyna mieć sens, bo obiad pojawia się w porze sjesty, około 14-16, często spokojny, długi i z rozmowami przy stole. Kolacja? Nawet około 21-22, ale zwykle lekka. Do tego szybko widać kilka hiszpańskich „klasyków”: kawa kilka razy dziennie, oliwa z oliwek prawie do wszystkiego i chleb na stole praktycznie zawsze- nawet do ziemniaków czy makaronu.
Druga sprawa – rytm dnia. W Polsce wieczorem dzień powoli się kończy. W Hiszpanii… dopiero się rozkręca. Wieczorem ulice są pełne ludzi, całe rodziny spacerują, ktoś stoi i rozmawia z sąsiadem, dzieci biegają po placu zabaw. Człowiek patrzy na zegarek i myśli: czy oni jutro nie mają szkoły albo pracy?
Rozmowy. Hiszpanie mówią głośno, szybko i z ogromną gestykulacją. Kilka osób mówi naraz, ktoś macha rękami, ktoś się śmieje, ktoś coś tłumaczy. Z boku wygląda to jak kłótnia… a po chwili okazuje się, że to po prostu rozmowa o tym, co było na obiad.
Mieszkania. Pokoje bywają mniejsze niż w Polsce, ściany cieńsze, więc czasem słychać pół życia sąsiadów, mają też ekstremalnie małe windy, ludzie z klaustrofobią mogą nie dać rady. Drzwi w mieszkaniach potrafią zatrzaskiwać się same, więc bez klucza trudno wrócić do środka. W niektórych łazienkach nie ma typowych zamków, prysznice raczej nie trwają długo. Normalny widok to też pranie suszące się na balkonach albo za oknem. W domach panuje też spory ruch: ktoś przychodzi, ktoś wychodzi, pojawiają się znajomi lub sąsiedzi i nikogo to specjalnie nie dziwi.
Warto wspomnieć o podejściu do czasu. W Hiszpanii jest po prostu trochę więcej luzu. Mniej pośpiechu, mniej nerwów o drobiazgi. Hiszpanie zapominają o umówionych spotkaniach, spóźniają się, zamykają biznesy kiedy mają ochotę zrobić coś dla siebie. Często pojawia się podejście znane w Polsce z hiszpańskich piosenek, czyli: „despacito”czy „tranquilo”…
Po dwóch dniach wychodzi na to, że te wszystkie momenty w stylu „co tu się właśnie wydarzyło?” to tak naprawdę normalne elementy życia w Hiszpanii. I właśnie dlatego mieszkanie u rodziny to najlepszy sposób, żeby zobaczyć to wszystko z bliska i zrozumieć to.
Ciąg dalszy nastąpi. Po szoku kulturowym trzeba zabrać się do pracy:) Chcieliśmy tylko dać znać, że żyjemy i mamy się całkiem dobrze. Hasta pronto!
